Spóźnione fotografie [2]

Robert Polidori, After the Flood, 2006

Robert Polidori, After the Flood, 2006

W poprzednim wpisie wspomniałam o Robercie Polidorim, który – podobnie jak Misrach – pojechał do Nowego Orleanu po Katrinie, żeby udokumentować zniszczenia. Początkowo wcale nie zamierzałam o tym więcej pisać, ale ten temat nie daje mi spokoju. Im więcej czytam, tym bardziej jestem przekonana, że After the Flood to świadectwo absolutnego braku wrażliwości.

Muszę przyznać, że na początku fotografie Polidoriego trochę mnie uwiodły. Plamy pleśni, odbarwione ściany i sypiący się tynk tworzą zaskakujące zestawienia kolorystyczne. Bałagan zatrzymuje oko, przyciąga uwagę, domaga się wciąż ponownego oglądania. W całym tym chaosie jest jakieś piękno, które odsyła na przykład do nadmiaru barokowego malarstwa. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze zdystansowany sposób patrzenia na rzeczywistość, który często określa się jako poetykę deadpan. W tym wymiarze amerykański fotograf wpisuje się w pewien wyrazisty i bardzo interesujący nurt fotografii, reprezentowany przez Candidę Höfer lub Thomasa Strutha.

Zarówno Misrach, jak i Polidori pojechali do Nowego Orleanu kilka tygodni czy kilka miesięcy po huraganie (wracali tam wiele razy), kiedy kończyła się już medialna pogoń za sensacyjnym materiałem. Ich dzieła można łączyć z nurtem late photography, który skupia się na konsekwencjach tragicznych wydarzeń, na ich następstwach, na tym, co nie wpisuje się zwykle w medialny spektakl. Ale pomimo pozornych podobieństw Destroy This Memory i After The Flood dzieli przepaść. Misrach fotografuje przestrzeń zewnętrzną, Polidori wchodzi nieproszony do prywatnych domów, które, owszem, są zniszczone i opuszczone, ale wciąż pozostają czyimiś domami. Misrach szuka śladów ludzkiej aktywności, Polidori skupia się na zniszczeniach i poszukuje w nich wartości estetycznych (nie mam co do tego wątpliwości).

W ten sposób moje zainteresowanie tymi zdjęciami szybko przemieniło się w niechęć. Zwykle trudno mi wejść w rolę surowego krytyka, dlatego szukałam czegoś, co te zdjęcia obroni, przeczytałam kilka wywiadów z Polidorim, żeby dowiedzieć się, jakie były jego motywacje i zamiary. W tym wypadku to tylko pogorszyło sprawę. Polidori mówi, że jego fotografie portretują domostwa pogwałcone przez katastrofę. Ale chyba nie zdaje sobie sprawy, że sam narusza te przestrzenie ponownie, kiedy wchodzi w nie z aparatem.

Jeszcze bardziej niepokojące są motywacje kryjące się za jego zainteresowaniem wnętrzami domów. W jednym z wywiadów powiedział:

Fascynują mnie wnętrza, ponieważ postrzegam je jako oznaki Jungowskiego super ego. Możesz wykonać jakiejś osobie portret, ale tak naprawdę nie wiesz o niej zbyt wiele, za to jeżeli spojrzysz na wnętrze mieszkania możesz dostać więcej wskazówek dotyczących jej osobistych wartości.

Zrozumiałe jest dla mnie antropologiczne myślenie o inwentarzu kulturowym, zgodnie z którym wyposażenie domu czy sposób jego urządzenia mówi coś o mieszkańcach, kulturze, wartościach, zwyczajach. Ale co może powiedzieć o człowieku dom zdewastowany przez huragan i powódź? Co ma z tym wspólnego superego? Jungowskie?

W dwóch wywiadach Polidori wyraża nadzieję, że jego praca ma (lub będzie miała w przyszłości) wartość dokumentalną (lub archiwalną). Nowy Orlean był w tym okresie niemal całkowicie opustoszały i rzeczywiście niewielu fotografów mogło pracować nad zapisem zniszczeń. Ale Polidori jest w tym wypadku samozwańczym dokumentalistą, który wystawia rachunek za swoją pracę, przypisując sobie pewną władzę nad obrazami. Zapytany wprost o nadużywanie procesu dokumentacji, odpowiedział (ten sam wywiad):

Cóż, nie mam z tego powodu poczucia winy. Wydałem dużo pieniędzy fotografując dużo rzeczy innych ludzi. Nie jestem pozbawiony szacunku. Dużo zdjęć wnętrz w pewnym sensie jest w drodze do kostnicy albo przechodzi przez coś w rodzaju pogrzebu, to jest coś w rodzaju ostatniego namaszczenia.

Nie mogę nie zadać pytań: Kto dał fotografowi prawo do udzielenia tego fotochemicznego „ostatniego namaszczenia”? Skąd pewność, że to rzeczywiście pożegnanie z tymi wnętrzami? Spike Lee pokazał w swoim dokumencie, że wielu mieszkańców Nowego Orleanu miało po Katrinie poczucie, że są niechciani, że utrudnia im się powrót, że zostali skreśleni przez władze, polityków, media i firmy ubezpieczeniowe zanim podjęli jakiekolwiek decyzje dotyczące ich domów. Zdaje się, że Polidori dołącza do tego grona, stawiając na zniszczonych domach kolejny krzyżyk (wcześniej w sensie dosłownym zrobiły to ekipy ratownicze).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: